O pocieszeniu, które daje Historia (cz. I)

Od dzisiaj w każdą środę będę zamieszczał kolejny odcinek moich rozważań zatytułowanych „O pocieszeniu, które daje Historia”. Trudno oczywiście sprowadzać regionalizm tylko i wyłącznie do jego wymiaru historycznego. Ale przeszłość „małej Ojczyzny” budzi zawsze największe zainteresowania dlatego też od rozważań na jej temat zaczynam. Zapraszam do lektury 🙂

Pierwszą część rozważań chcę poświęcić prawdzie w życiu historyka. Przez kilka godzin w środę 18 marca Pani Redaktor Czesława Borowik z Radia Lublin nagrywała materiał do audycji o ks. Stanisławie Zielińskim (o terminie, w którym audycja pojawi się na antenie RL jeszcze poinformuję). Miałem w tym i ja swój skromny udział. W pewnym momencie otrzymałem pytanie, jak ja historyk oceniam postać ks. Stanisława. Odpowiedziałem, że jest to dla mnie autorytet. I tu zostałem zapytany: dlaczego? Przyznam się, że to pytanie mnie zaskoczyło. Nigdy jakoś głębiej tego nie analizowałem. Zachwyciłem się tą postacią, słowami, które nam pozostawił. Odpowiedź była spontaniczna, ale po jej przeanalizowaniu w ciągu dnia nie zmieniam w niej nic. Odpowiedziałem, że mi jako historykowi bliskie jest dążenie do ustalenia prawdy. A ks. Stanisław tą właśnie prawdę nieugięcie głosił, jej był wierny i za nią oddał życie.
Ustalenie rzeczywistego biegu wydarzeń, czyli prawdy historycznej wydaje się być oczywistym, głównym celem pracy każdego badacza przeszłości. Tyle gromów już ciśnięto na fałszowanie historii w minionej epoce. Często podnoszą się głosy oburzenia chociażby w sprawie negowania faktu istnienia obozów koncentracyjnych, czy używania fałszującego historię terminu „polskich obozów koncentracyjnych”. Sprawia to, jak już wyżej nadmieniłem, że oczywistością wydaje się poszukiwanie prawdy przez historyków. Ale to co wydaje się oczywiste bardzo często takim nie jest. Można by tu się doszukiwać różnych powodów. Ja wspomnę tylko o niektórych.
Musimy sobie uświadomić wreszcie, że całkowity obiektywizm w warsztacie historyka jest niemożliwy. Historyk też jest człowiekiem, ulega różnym namiętnościom, ideologiom i ma swoje własne spojrzenie na otaczający go świat. Zaprzeczałby samemu sobie, gdyby na obrazie dziejów, który tworzy nie odcisnął własnych poglądów. Oczywiście poważnym wykroczeniem jest tutaj popadanie w drugą skrajność i całkowite podporządkowywanie historii swojemu światopoglądowi. Prowadzi to na ogół do wielu wypaczeń, a w niektórych przypadkach może być groźne dla otoczenia. Ale nie należy się dziwić, ze tam gdzie pięciu historyków, tam sześć różnych interpretacji i opinii dotyczących tego samego wydarzenia 🙂 Należy w tym wszystkim pamiętać, aby nie ulegać swoim poglądom i nie fałszować pod ich wpływem przeszłości. Człowiek, który tak czyni nie powinien się nazywać historykiem.
Groźnym jest również przemilczanie prawdy wtedy, gdy z różnych powodów jest ona nam niewygodna. Załóżmy taką sytuację: historyk zbiera materiały, aby opracować biografię Jana Kowalskiego – wybitnego działacza, męża stanu, konstruktora, odkrywcę i kogo tam jeszcze chcecie. Postać świetlaną, ale też tylko człowieka, który nie był wolny od różnych ułomności. Biograf jest pod wrażeniem i urokiem jego życia i działalności. Ale pewnego dnia odkrywa fakt, który trochę burzy stworzony wizerunek postaci (podkreślam – każda biografia jest tylko pewnym wizerunkiem opisywanej postaci, może być jedynie bliższa lub dalsza wizerunkowi rzeczywistemu). I tak oto nasz badacz dziejów Jana Kowalskiego staje przed dylematem: napisać wszystko, czy pominąć. A jeżeli już napisać, to czy pozostawić to ocenie potencjalnego czytelnika, czy też starać się usprawiedliwić, wybielić. Jakie jest moje zdanie? W żadnym wypadku pominąć! A wątpliwość druga? Wyznaję zasadę, że prawda broni się sama. Owszem należy w miarę dokładnie odtworzyć tło, okoliczności i inne motywy, które miały wpływ na takie a nie inne postępowanie. Możemy bardziej zaszkodzić naszemu bohaterowi kłamiąc niż wyznając szczerą prawdę. Średniowieczna hagiografia lubowała się w tworzeniu takich właśnie wizerunków bez skazy. A i teraz wielu badaczy nie potrafi się wyzwolić od tej maniery. Ale należy pamiętać, że nie wolno nam tworzyć posągów, lecz wizerunek człowieka z krwi i kości. Ta zasada powinna mieć przełożenie na wszystkie badania historyczne, czegokolwiek by one nie dotyczyły.
A więc krótkie podsumowanie: Drogi badaczu dziejów najdawniejszych i tych nam bliższych pamiętaj: prawda ponad wszystko!

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: