O pocieszeniu, które daje Historia (cz. II)

Pamiętam, jak w szkole podstawowej wypisywaliśmy na pierwszej stronie zeszytów do historii starożytną sentencję Historia magistra vitae est (Historia jest nauczycielką życia). Nie mogę oczywiście odpowiadać za koleżanki i kolegów, ale ja się głębiej nad tym zdaniem wówczas nie zastanawiałem. Było takie polecenie nauczyciela to się pisało. Przypuszczam, że większość moich rówieśników postępowała podobnie. Bo czy ktoś się zastanawia w szkole dlaczego ma takie a nie inne przedmioty? Co najwyżej jedne lubi bardziej, drugie mniej a trzecich nienawidzi. Uczniom trzeba to wybaczyć. Ale mam wrażenie, że brak takiej refleksji nad celowością nauczania dotyka też niektórych pedagogów. A to już kwalifikuję do kategorii błędów w sztuce.
Chyle czoło przed nauczycielami innych przedmiotów. Ale historia, czy język polski to szczególnie delikatna materia. Tu nie chodzi tylko o naukę poprawnego pisania i wkucie setek dat oraz pojęć historycznych. Te dwa przedmioty uczą czegoś więcej. Wychowują w miłości i poszanowaniu rodzimych tradycji, słowa pisanego i osiągnięć własnego narodu. Przynajmniej takie powinny być szczytne założenia. Jaka jest praktyka? Nie uczę w szkole więc uchylam się od odpowiedzi.
Przenieśmy się na chwilę do wieku XIX. Rozdarty między ościenne mocarstwa Kraj jęczy pod batem zaborców. Powstaje wiele dzieł, które kwalifikujemy do grupy pisanych ku pokrzepieniu serc. Do czego się odwołują? Do przyszłości? Owszem krążą różne proroctwa i przepowiednie :). Ale literatura odwołuje się głównie do wydarzeń historycznych. Zobaczcie Polacy! – zdają się krzyczeć pisarze – jaka ta nasza Ojczyzna była ongiś wielka i potężna. Bywała też w różnych opałach, ale zawsze wychodziła z nich obronną ręką. I teraz musimy wzorować się na doświadczeniach przodków. To recepta odzyskania wolności i budowy szczęśliwej Polski.
Jak sądzicie: co bardziej pobudzi wyobraźnię młodego człowieka, zapłodni jego umysł i serce ideałami wzniosłymi i pięknymi oraz natchnie go do czynów szlachetnych – doskonała znajomość pojęcia feudalizmu albo beneficjum czy wskazanie z jednej strony postaw godnych naśladowania, z drugiej napiętnowania zachowań tyleż haniebnych co niepożądanych. Czyż zamiast napychać głowę ucznia różnymi pojęciami i definicjami nie lepiej dostrzec w nim człowieka któremu mamy pomóc zobaczyć właściwą ścieżkę w życiu i ułatwić mu wejście na nią? Może miast silić się na wielce uczony ton wystarczy powiedzieć tak prosto, jak prosto napisał swojego czasu Jerzy Żuławski:
Synkowie moi, poszedłem w bój,
jako wasz dziadek, a ojciec mój,
jak ojciec ojca i ojca dziad,
co z Legionami przemierzył świat,
szukając drogi przez krew i blizny
do naszej wolnej Ojczyzny!
(…)Synkowie moi, lecz gdyby Pan
nie dał zejść zorzy z krwi naszych ran
to jeszcze w waszej piersi jest krew
na nowy świętej Wolności siew:
i wy pójdziecie pomni spuścizny
na bój dla naszej Ojczyzny.

Nie chodzi tu oczywiście tylko i wyłącznie o przygotowywanie do ewentualnego przelania krwi za Ojczyznę. Należy pokazać ciągłość pokoleń i działań podejmowanych przez nie dla Polski. Należy uświadomić młodemu człowiekowi, że jest małym trybikiem w machinie dziejów, ale trybikiem koniecznych do właściwego funkcjonowania tejże machiny. Pokażmy, że poznawanie historii może być nie tylko pasjonującym odkrywaniem przeszłości, ale przede wszystkim nauką jak żyć, by dobrze żyć. Historia magistra vitae est!

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: