Jeszcze o Festiwalu Dziedzictwa JP II

Dzisiaj pierwszy dzień urlopu. Mam nadzieję, że przez kilka najbliższych dni pokończę wreszcie kwerendy i będę mógł spokojnie zasiąść do pisania (muszę się pochwalić, że przybywa mi zarówno materiałów, jak i stron gotowego tekstu). Ale o tym będzie jeszcze okazja napisać. Dzisiaj wrócę do minionego tygodnia.
Festiwal Dziedzictwa Jana Pawła II dobiegł do końca. A raczej skończyła się jego kolejna edycja. To tylko siedem dni, ale ten czas bardzo mnie rozwinął. Wspominałem już krótko o niektórych wydarzeniach. Nie jestem kronikarzem Festiwalu i nie chcę pisać dokładnego reportażu z jego przebiegu. Chcę tylko podzielić się tym, w czym bezpośrednio brałem udział, i co wywarło na mnie największe wrażenie.
O spotkaniu z Józefem Brodą już pisałem. Wieczorami, przed snem czytam jego książkę Łapanie chwili. Tej książki nie da się przeczytać szybko. Każdy jej fragment trzeba przemyśleć, wręcz „przeżuć” (przeżyć też, ale zwłaszcza „przeżuć”, powoli, dokładnie smakując niemalże każdy jej wyraz). Do jej lektury jeszcze wrócę.
O pikniku rodzinnym nie będę się rozpisywał. Wspaniała pogoda, wspaniała zabawa i wspaniali ludzie. Dobrze, że to wydarzenie leżało po środku całego tygodnia dostarczającego różnych przeżyć natury duchowej. Życie oparte na samym dumaniu, zamyśleniu jest uboższe o chwile śmiechu. Dlatego czasem warto wrócić do przyziemnej kiełbaski z grilla (nie ziemnej, bo żadna nie spadła z tacy:) ).
Kolejny niesamowity dzień to sobota. Kilka godzin spędzony w towarzystwie Chóru Mieszanego Canticum Jubileum z Limanowej. Podróżowaliśmy po powiecie kraśnickim i janowskim. Anielskie głosy i anielska cierpliwość zarówno względem pogody, która momentami płatała złośliwe figle, jak i względem pana przewodnika, który przynudzał 🙂 (zgadnijcie kto to taki?). A w niedzielę o 8:30 wspaniały śpiew w kościele Świętego Ducha. Teraz my wybieramy się do Limanowej podtrzymać nawiązane sympatyczne kontakty. W tym miejscu serdecznie pozdrawiam Chórzystów z Limanowej. Uśmieszki są dla Was Kochani 🙂 🙂 🙂
Śpiew Chóru nie był jedynym doznaniem muzycznym w niedzielę. W kolejnych Mszach uczestniczyła kapela góralska Pana Janusza Pilnego. Wzruszający śpiew. I postawa Pana Janusza, która mi zaimponowała. Uległ on wypadkowi, w wyniku którego ma niesprawną dłoń. Ale nie przeszkadza mu to pięknie grać na skrzypcach (robi to w swoisty sposób, ale najważniejsze, że porywa serca do góralskich pląsów). Od wczoraj słucham utworów z płyty, na której różni wykonawcy zespolili swój wysiłek na rzecz pomocy w zgromadzeniu środków na operację Pana Janusza. Znamienny jest jej tytuł: Na nas można liczyć. I jeszcze jedno: procesja podczas nabożeństwa majowego przy dźwiękach góralskiej kapeli wydarzyła się w kościele Świętego Ducha chyba po raz pierwszy. Mam nadzieję, ze nie po raz ostatni.
Potrzebny był mi taki czas, żeby trochę się zatrzymać przed gorącym okresem, który zbliża się nieuchronnie. Festiwal uważam za bardzo udany.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: