To był ciężki tydzień…

Miniony tydzień minął nam na pisaniu wniosków do programów operacyjnych MKiDN-u. Od tego roku obowiązuje składanie tychże wniosków w wersji elektronicznej. I tu zaczynają się schody. Ale więcej o tym napiszę, jak już się uporamy ze wszystkim. Jeszcze trochę pracy zostało więc jutro od rana znowu będę walczył z zacinającym się systemem i innymi „umilaczami”. Ale co roku jakieś pieniądze dla naszej Biblioteki z tego są więc warto się potrudzić.
Tylko czwartek przyniósł krótki odpoczynek od tej monotonii. Byłem na szkoleniu w WBP w Lublinie. Kolejnym z cyklu Bibliografie regionalne źródłem wiedzy o regionie. Tym razem było bardziej rozbudowane i miało nieco zmienioną formę. Krótko je podsumowując napiszę tylko, że znowu dorzucili nam kolejne zmiany w opisie bibliograficznym. I znowu trzeba będzie w wolnych chwilach (gdyby to jeszcze było ich w nadmiarze…) siedzieć i przeglądając rekord po rekordzie zmieniać różne śmieszne cyferki i dodawać różne znaczki. Ale to już takie życie. Wspomniane szkolenie w głównej mierze dotyczyło sporządzania opisów zbiorów kartograficznych. Potwierdziło tylko moje spostrzeżenia, że coraz częściej dostajemy do ręki mapę albo plan, które są nimi bardziej z nazwy niż z cech przypisanych tego typu dokumentom. Na ogół są to wydawnictwa promocyjne. Nie twierdzę, że nie są potrzebne. Ale czy lokalne samorządy nie powinny sobie zadać trochę więcej trudu i przygotować coś, co będzie czymś więcej niż tylko konturem ich terytorium z zaznaczonymi miejscowymi firmami, które dorzuciły się do wydawnictwa?
Sam mam pewne doświadczenia z tego typu planami. Otóż robiąc kiedyś objazd po terenie naszego powiatu korzystałem z takiej mapki, która jak głosił wstęp do niej miała być pomocą dla turystów chcących poznać uroki Kraśnika i okolic. Otóż zdumiało mnie, że według niej, na polach w okolicach Trzydnika znajdują się ruiny zamku (ewentualnie pałacu) – tak to wyglądało na podstawie legendy. Dokonawszy przybliżonych obliczeń (o skali na takich dokumentach na ogół się zapomina) udaliśmy się tam z naszą ekipą żeby wyjaśnić co to za wspaniały zabytek się tam znajduje. Mimo, że zjeździliśmy spory kawał nic nie znaleźliśmy. Miejscowi, których pytaliśmy o te pozostałości, patrzyli na nas jak na przybyszów z Marsa albo innej Wenus. Na koniec złośliwie stwierdziliśmy, że wiemy „co poeta miał na myśli”. Za zamczysko uznaliśmy resztki starej obory z białego kamienia i kawałek szopki pod strzechą. No cóż byli królowie i króliki, panowie i paniusie, czy jakoś tam tak to się nazywało 🙂
No to wyżyłem się trochę na „pseudo-kartografii”. Chciałbym wyżyć się na czymś jeszcze, ale obawiam się, że Pan Minister poskąpiłby nam pieniążków 🙂 Jutro jeszcze posiedzę nad wnioskami. A później wracam do ciekawszych zajęć i pewnie coś o nich napiszę. Miłego nowego tygodnia 🙂

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: