Listopadowe refleksje

Odwiedzając w ostatnich dniach cmentarze i brodząc, zwłaszcza w starych częściach niektórych z nich, w opadłych liściach przyszły mi na myśl słowa Śpiewu z mogiły. Wincenty Pol to autor dziś trochę zapomniany. Nawet cytowany, zwłaszcza na szkolnych akademiach, pozostaje przeważnie anonimowy. Niektórzy twierdzą, że o jakości poezji świadczy jej uniwersalność i ponadczasowość. To znaczy, że bez względu na epokę pozostaje aktualna i potrafi poruszać serca. W tym przypadku wolałbym, żeby brakowało odniesień do współczesności. Ale trudno oprzeć się pewnym refleksjom…
Leci liście z drzewa,
Со urosło wolne;
Nad mogiłą śpiewa
Jakieś ptaszę роlne:
Nie było, nie było
Polsko dobra tobie;
Wszystko się prześniło,
A twa dziatwa w grobie.

Czy taki obrazek jest w stanie wzruszyć jeszcze kogokolwiek? W czasach kariery za wszelka cenę, szybkiego bogacenia się i kultu egoizmu kto przejmie się takim śpiewem o konieczności ponoszenia ofiar. Poza tym przemijanie takie teraz nie w modzie, że powinno się w ogóle zakazać opadania liściom…
Popalone miasta,
Spustoszone sioła;
А w polu niewiasta
Zawodzi dokoła:
Wszyscy poszli z domu
Wzięli z sobą kosy;
Robić niema komu,
Giną w polu kłosy.

Jest kilka rocznic w listopadzie. Rocznic ważnych dla naszego Narodu. Czy nasze domy przyozdobi dumnie łopocąca biało-czerwona, czy wydrążona dynia. Pusta zarówno jako owoc, jak i jako symbol. I czy Listopadowej Nocy rozbrzmiewającej dźwiękami dumnej Warszawianki nie zagłuszą chaotyczne tony dyskotek. Bo przed adwentem trzeba się wyszumieć, aby podczas niego robić to samo. Karnawał trwa ciągle…
Kiedy pod Warszawą
Dziatwa się zbierała,
Zdało się, że z sławą
Wróci Polska cała;
Bili zimę cała;
Вili się przez lato,
А w jesieni za to
I dziatwy nie stało.

Mieliśmy takie chwile w naszych dziejach, że zdawało się iż zjednoczonych duchem, silnych tą jednością nic już nie przemoże. Że wreszcie przejrzeliśmy. Że wreszcie zgoda zapanuje i staniemy się jedną szczęśliwą rodziną. Były takie chwile i w tym roku. Czy coś z nich pozostało…
Skończyły się boje,
Аlе próżna praca,
Во w dziedziny swoje
Nikt z braci nie wraca;
Jednych ziemia gniecie,
A drudzy w niewoli —
А inni po świecie
Bez chaty, bez roli.

Tak wszystko się skończyło. Tylko czy zawsze w tym scenariuszu musi być tak, że jedni walczą, cierpią nędzę, giną. Że ten semper fidelis jest też zawsze przegranym. A drudzy po ich kościach wspinają się na szczyty. Słońce świeci dla cwaniaków i karierowiczów…
Ni pomocy z nieba,
Ani ludzkiej ręki,
Pusto leży gleba,
Darmo kwiatów wdzięki.
О! biedna kraino!
Gdyby сi rodacy,
Cо za Ciebie giną,
Wzięli się do pracy.

Ech gdyby ci rodacy, co tyle gadają wzięli się do pracy…
I po garstce ziemi
Z Ojczyzny zabrali,
Jużby dłońmi swemi
Polskę usypali;
Во, wybić się siła,
Ani daj nam, Boże!
Gdy wrogów przybyło,
А nikt nie pomoże.

Zostaje tylko ziemia. Ona jedna jak najczulsza matka przygarnie bohatera. Za wieniec chwały starczyć muszą liście opadłe a za reqiuem śpiew drobnej ptaszyny…
Jak bardzo bym chciał żeby to co teraz wypisuje to były najczystsze bzdury. Bardzo bym chciał…

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: