Jak można spędzić niedzielne popołudnie w Kraśniku?

Ostatnia niedziela, kraśnicki Rynek w samym środku upalnego południa.  Spaceruję czekając na szczególnych gości.  Po raz pierwszy do Polski przylecieli z USA państwo G. Ojciec pana G. był jednym z nielicznych uratowanych od zagłady żydowskich mieszkańców przedwojennego Kraśnika. Zanim po II wojnie światowej trafił do Stanów był świadkiem życia w kraśnickim getcie oraz w obozie na Budzyniu. Osobiście musiał odprowadzić rodziców i wujka na kraśnicki Kirkut, wykopać im grób, patrzeć na ich egzekucję (myśląc, że sam za chwilę podzieli ich los), następnie zasypać ciała. Po wojnie długo milczał. Dopiero podróż do Kraśnika po wielu latach trochę go otworzyła. Ale do końca życia nie chciał powiedzieć, czy podczas tego powrotu do miasta lat dziecięcych odwiedził mogiłę rodziców.

Zdarzyło mi się oprowadzić już wiele grup i osób. Ale nie sądziłem, że to będzie zwiedzanie miasta tak szczególne. Moi goście okazali się bardzo miłymi (i cierpliwymi wobec mojego gadulstwa 🙂 ) ludźmi. Podobnie, jak i ich opiekun w naszym Kraju pan Michał. Dość długo spacerowaliśmy po starej części Kraśnika. Jedne miejsca podobały im się bardziej, inne wzbudzały dużo mniejszy zachwyt.  Osobiście zrobiło mi się bardzo ciepło na sercu, gdy przekraczając próg Kościoła Ducha Świętego usłyszałem słowa autentycznego zachwytu. A później zdanie, że w Krakowie zwiedzili kilkanaście kościołów, ale żaden nie wywarł na nich takiego wrażenia. Na zakończenie odwiedziliśmy też Kraśnik Fabryczny.

Jednak największym przeżyciem była wizyta na kraśnickim Kirkucie. Kiedy stanęliśmy przy pomniku wzniesionym na miejscu zbiorowej mogiły, gdzie też Niemcy dokonywali egzekucji (nie tylko na ludności żydowskiej) zapanowała cisza. Byłem tam wiele razy, ale teraz znając historię przytoczoną na początku wiedziałem, że zwłaszcza dla stojącego obok mnie wnuka tu rozstrzelanych to szczególna chwila. I pomyślałem, jakie mam szczęście mogąc odwiedzać groby swoich bliskich. Takie chwile, jak ta na Kirkucie zostają w człowieku do końca życia.

I teraz będzie mniej miło i sentymentalnie. Bo Kraśnik to nie tylko powroty do świata, którego już nie ma. I słabo poznane urokliwe zakątki, czy ciekawe zabytki. To także twarda rzeczywistość, z którą muszą się zmierzyć mieszkańcy, ale i w nieco inny sposób osoby odwiedzające to miasto. Wiele osób tu przyjeżdża, lub tylko przejeżdża. Chcąc coś zobaczyć, czegoś się dowiedzieć natrafia na trudności. Ja napiszę tylko o kilku. Liczę na głosy w komentarzach.  Pierwszy problem to przewodniki. Urząd Miasta wydał w ostatnim czasie sensownie przygotowaną publikację z planem miasta i podstawowymi informacjami. Ale co z osobami nie mówiącymi po Polsku? Co z miejscami mniej znanymi, a wartymi odwiedzenia? A jeżeli jestem tylko przejazdem i zaintrygował mnie jakiś zabytek, zatrzymuję się i chcę się czegoś dowiedzieć niekoniecznie mając czas na szukanie po sklepach przewodnika? Dobrą praktyką jest ustawianie w takich miejscach tablic z informacją w kilku językach. Wiem, że coś w najbliższym czasie ma się w tym zakresie zmienić na lepsze. Oby…

Drugi problem to toalety. Publiczna na ul. Olejnej nieczynna. Brak nawet informacji kiedy jest czynna. W niewielkim stopniu sytuację na starym mieście ratują toalety przy kościołach. Ale nie każdy ma wystarczająco wytrwałości by je odnaleźć. Brakuje również miejsca, gdzie można usiąść, wypić szklankę soku (mieszkańcy zagłębia malinowego! 🙂  🙂  🙂 – gdzie w stolicy tego zagłębia mogę się napić soku z naszych malin, czy skosztować innych produktów regionalnych, które przecież mamy?). Jedynie lodziarnia Gajewskich przy ul. Kościuszki ratuje nieco honor (proszę nie traktować tego jako reklamę, po prostu stwierdzam fakt potwierdzony chociażby przez moich gości, którzy byli zachwyceni tamtejszymi lodami). Jak jeszcze napiszę, że jakby ktoś chciał kupić jakąkolwiek pamiątkę, jakiś gadżet, który przypominałby mu Kraśnik, to może sobie tylko pomarzyć, to pewnie zaraz podniosą się głosy, że się czepiam i za dużo bym chciał.

I teraz łamigłówka. Można się wypowiedzieć w komentarzach, lub sondzie poniżej. Czy Państwa zdaniem słabe przygotowanie bazy turystycznej w Kraśniku wynika ze zbyt małej liczby odwiedzających to miasto, czy też mała liczba turystów wynika ze słabej bazy i niedostatecznej promocji?

I jeszcze jedna uwaga odnośnie terenu leżącego poza granicami miasta, ale wobec którego nie powinniśmy być obojętni. Kiedy z trudem przedzieraliśmy się polami do Kirkutu, a później chodząc po  nim w trawie po pas spoglądali na rozpadający się pomnik i resztki macew pozarastane pokrzywami i jeżynami przyszły mi na myśl groby na naszych cmentarzach. Często zadbane, nieraz tonące w kwiatach, zniczach i innych ozdobach (niech się nikt nie obraża, ale czasami ten przepych ociera się o kiczowatość). Ale czy ta dbałość o zewnętrzny wygląd nie zabija naszych wewnętrznych więzi ze zmarłymi? Nie mi to oceniać. Każdy powinien indywidualnie spojrzeć w swoje serce. A Kirkutem należy się zająć. W sposób systematyczny, a nie tylko od czasu do czasu zrobić akcję, nagłośnić ją medialnie i spać spokojnie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku…

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: